sobota, 28 listopada 2015

od nowa

Czasami mam ochote usiasc i pisac, pisac o naszej codziennosci. Zawsze jednak znajdzie sie jakies ale. A czas ucieka, szkoda mi tych chwil, ktore ulatuja gdzies, ktore sa warte utewalenia, a kiedys moze o nich zapomne. Lubie czasem wracac do starych blogow, czytac, przenosic sie do tamtych czasow, przezywac to "raz jeszcze". Prawie dwa lata temu moj swiat wywrocil sie do gory nogami i jednoczesnie stracilam serce do blogowania. Zal mi tego.
Tyle sie zmienilo. Najwazniejsza zmiana lezy obok w kolysce i pozwala delektowac sie swoim widokiem, miarowym oddechem i niemowlecym zapachem.
Kocham swoje zycie. Kocham je za te cudowne chwile. Najchetniej w tym momencie wlaczylabym pauze i trwala w tym nieskonczonosc...
Od niedawna znow czuje te szczescie, spokoj ducha. Dlugo dochodzilam do siebie po ostatniej burzy i mam nadzieje, ze wiecej nie bedzie dane uczestniczyc w kolejnej.
Chwilo, trwaj !

środa, 18 marca 2015

Poranek

L. - mamooo wstajemy, idziemy do dlugiego pokoju!
Ja- ale ja chce jeszcze spac....
L.- a ja chce gwiazdke z nieba !

No, to adres bloga chyba trafiony... Nie mialam argumentow, musialam wstac.

piątek, 13 marca 2015

W koło brud, kurz i hałas.
Uroki remontów. Pewnego dnia, przyszedł M. z pracy i oznajmił, że jutro zaczynamy. Wierząc w szybkość tego remontu nie miałam nic przeciwko. Żadne z nas nie przewidziało pewnych przeciwności losu, które przecież w 99% przypadkach występują przy remontach. Nic to, ważne że rozwodów nie ma, które też często przy remontach są ;)
Ja, mimo, że już dawno wiedziałam jak ten pokój ma wyglądać - nadal myślę na pełnych obrotach co i jak. Nowe pomysły napływają strumieniami, jednak często jak widzę ceny to moje myśli wracają na ziemię ;) Za wykończenie ścian nie dam 5000 zł !
I na tych ścianach się zawiesiłam :)
Mam nadzieję, że nasza Pysiulina szybko zamieszka "na swoim". Choć dla niej nie ważny podwieszany sufit, oświetlenie czy kolor ścian (aczkolwiek te radośnie wybiera w sklepach, za każdym razem inny kolor- ja mam gorzej, bo mojego koloru nikt nie produkuje!). Najważniejsze jest, ŁÓŻECZKO. Czuję, że nie szybko przywyknie do niego, do samotnego spania w pokoju, ale trzeba mieć nadzieję ;p

Wczorajsza wizyta u Nowej Lekarki bardzo pozytywnie mnie nastroiła. W ostatnim czasie odwiedziłam wielu ginekologów i niestety żadnego nie mogłam pochwalić w 100%. Aż do wczoraj ! Cudowna kobieta. Na życzenie USG (baaardzo długie). Prawdopodobnie poznaliśmy płeć naszego Maleństwa. Jednak tak się wierciło, że nie dało się już spojrzeć drugi raz, żeby potwierdzić :)
Ja się cieszę, że wiem - nie czekałam szczególnie ani na syna ani na córkę. Czekam na zdrowe dziecko i szczęśliwy poród :)

Tymczasem idę zanurzyć się w pyle przy dźwiękach wiertarki :))

poniedziałek, 9 marca 2015

To by było na tyle mej motywacji do pisania ;)
A u nas dzieje się, oj dzieje....

Najważniejsze jednak, że w końcu zaczęłam czuć się normalnie ! Cały ostatni czas najchętniej bym przespała. Wstawałam by zrobić cokolwiek, i od razu robiło mi się słabo... Teraz działam na pełnych obrotach :) Aż mnie te dobre samopoczucie martwić zaczęło, chyba wybiorę się do lekarza, by sprawdzić czy wszytko ok z Maleństwem...
Tak źle i tak nie do końca dobrze ;)


czwartek, 12 lutego 2015

Nadeszło nowe.

Ten rok zaczął się tak jak powinien każdy. W sumie to już ten okrutny 2014 skończył się bardzo miło.
Grudzień był miesiącem wielu zmian.
W grudniu po roku czasu doczekałam się nowej kuchni, co prawda nie do końca skończonej (inne zmiany mi to troszkę pokrzyżowały), ale pięknej (oczywiście nowymi szafkami i sprzętami nie pogardziłabym) !
W grudniu znalazłam w końcu pracę.
W grudniu... pojawiło się we mnie drugie serduszko :) I mimo, że już w styczniu pojawiły się komplikacje, szpital, strach... Serca nadal biją, te mniejsze cieszy ogromnie.
Z niedowierzaniem, rano w wigilię zrobiłam test, no i były... one dwie... Wszystko się tak ułożyło, że trudno mi było uwierzyć.
Troszkę mi było żal, bo praca w tak fajnym miejscu, z taką przyjemną atmosferą, gdzie każdy jest traktowany po ludzku... a ja za długo nie popracuję. Ale widocznie los tak chciał, Ten Na Górze chyba wie co robi ;)
Wybrał moment, gdzie po wielkiej burzy zaświeciło słońce, zapieczętował je tym serduszkiem i świeci ono do dziś.
A dziś to nawet dosłownie :))))

O zmianie adresu bloga nie wspominam ;P Widocznie tak mam, że co parę lat muszę zmienić :)

A pod choinkę, M. otrzymał taki oto prezent (kolory coś niby zasugerować mogą, ale mi sugerowały jedynie to, że nie mam zbyt dużego wyboru kupując je:) )