czwartek, 12 lutego 2015

Nadeszło nowe.

Ten rok zaczął się tak jak powinien każdy. W sumie to już ten okrutny 2014 skończył się bardzo miło.
Grudzień był miesiącem wielu zmian.
W grudniu po roku czasu doczekałam się nowej kuchni, co prawda nie do końca skończonej (inne zmiany mi to troszkę pokrzyżowały), ale pięknej (oczywiście nowymi szafkami i sprzętami nie pogardziłabym) !
W grudniu znalazłam w końcu pracę.
W grudniu... pojawiło się we mnie drugie serduszko :) I mimo, że już w styczniu pojawiły się komplikacje, szpital, strach... Serca nadal biją, te mniejsze cieszy ogromnie.
Z niedowierzaniem, rano w wigilię zrobiłam test, no i były... one dwie... Wszystko się tak ułożyło, że trudno mi było uwierzyć.
Troszkę mi było żal, bo praca w tak fajnym miejscu, z taką przyjemną atmosferą, gdzie każdy jest traktowany po ludzku... a ja za długo nie popracuję. Ale widocznie los tak chciał, Ten Na Górze chyba wie co robi ;)
Wybrał moment, gdzie po wielkiej burzy zaświeciło słońce, zapieczętował je tym serduszkiem i świeci ono do dziś.
A dziś to nawet dosłownie :))))

O zmianie adresu bloga nie wspominam ;P Widocznie tak mam, że co parę lat muszę zmienić :)

A pod choinkę, M. otrzymał taki oto prezent (kolory coś niby zasugerować mogą, ale mi sugerowały jedynie to, że nie mam zbyt dużego wyboru kupując je:) )